Fundacja Mistrzom Sportu
18.Dywizja Zmechanizowana im. gen. broni Tadeusza
Creative Green

GŁÓWNI PARTNERZY
Quanta cars
Fight Time
Gorący potok
Masters
Voytex

PARTNERZY

„Trenerzy Polskiego Związku Kickboxingu” - Jarosław Rogala, pierwszy szkoleniowiec Marka Piotrowskiego w kickboxin

20.09.2022
„Trenerzy Polskiego Związku Kickboxingu” - Jarosław Rogala, pierwszy szkoleniowiec Marka Piotrowskiego w kickboxin
„Trenerzy Polskiego Związku Kickboxingu” - Jarosław Rogala, pierwszy szkoleniowiec Marka Piotrowskiego w kickboxin
Redakcja: Proszę o sobie opowiedzieć, skąd Pan pochodzi i kiedy zainteresował się sportami walki?
Jarosław Rogala: Urodziłem się w 1961 roku w Skarżysku-Kamiennej i od najmłodszych lat przejawiałem zainteresowanie aktywnością fizyczną. Pamiętam lata 60., kiedy z rodzicami jeździliśmy do dziadków do miejscowości Krzczonowice koło Ćmielowa, niedaleko Ostrowca Świętokrz. Do najbliższego kościoła mieliśmy 6 kilometrów, a ja taką trasę w niedzielne poranki pokonywałem biegnąc. W szkole podstawowej trenowałem piłkę ręczną, następnie kolarstwo – za namową starszego o 4 lata brata Marka. W jednym z wyścigów zanotowałem bolesny upadek, całą prawą nogę miałem pozdzieraną i dałem sobie spokój z tym sportem. Przez miesiąc nie mogłem jej zginąć, byłem praktycznie unieruchomiony w domu. Później była siatkówka, którą uprawiałem pod koniec podstawówki i w szkole średniej, w technikum kolejowym. Do sportów walki – karate - zachęcił mnie kolega Tomek Gadecki, którego ojciec był zapaśnikiem i ciężarowcem. U mnie z kolei w rodzinie nie było nikogo związanego ze sportem. Największym naszym siatkarskim sukcesem był tytuł Mistrzów Polski Szkół Kolejowych. Duże osiągnięcie, gdyż grały tak naprawdę kluby sportowe. A co do Tomka, skończył 4-letni liceum i jako pierwszy zdawał na warszawską Akademię Wychowania Fizycznego, ja rok później, bo techniku było 5-letnie. Miałem ogromną motywację, by dostać się na jedną z najlepszych europejskich uczelni, także dlatego, że już czekał dla mnie „bilet” do wojska. A na bielańską AWF nie było się łatwo „zakwalifikować”, dobre oceny na świadectwie nie wystarczyły, trzeba było porządnie zdać trudne egzaminy.
Wcześniej jednak „spróbowaliśmy” też sportów walki. Wtedy do Skarżyska raz w tygodniu przyjeżdżał Andrzej Warwas, na co dzień student AWF Warszawa. Razem z Tomkiem poszliśmy na niedzielny trening karate prowadzony przez Warwasa, posiadającego pomarańczowy pas. Nie do końca rozumiałem przepisy, jednak koniecznie chciałem trenować dyscyplinę indywidualną, by nie być od kogoś zależnym. Z kolarstwa, jak mówiłem, zrezygnowałem, a odnalazłem się w walce. Trenować mogłem też sam, uderzając w worek, ale i „machając” nogami w powietrze. Niedługo później zaczęliśmy dojeżdżać na regularne treningi do Kielc.

Redakcja: To były jeszcze czasy technikum?
Jarosław Rogala: Tak, kilka lat przed podjęciem studiów. To była druga połowa lat 70. Trzeba było zaraz po lekcjach bieg na pociąg czy autobus, potem podróż, w czasie której uczyliśmy się, później trening i o 1. w nocy powrót do domu. Brakowało czasu na porządne odrabianie szkolnych prac domowych. Po jakimś czasie zostałem sam, ale nie odpuszczałem, mimo że miałem przykazane od rodziców, że nie mogę opuścić się w nauce. Najgorsza była tzw. zima stulecia, w 1979 roku komunikacja stanęła z powodu olbrzymich opadów śniegu. Coś już potrafiłem, więc po lekcjach na szkolnym korytarzu uczyłem podstawowych kopnięć chłopaków z klasy.

Redakcja: To już wtedy zapragnął Pan zostać trenerem?
Jarosław Rogala: Można powiedzieć, że mając 17-18 lat rozpocząłem szkolenie innych. Szukałem fachowej literatury, bo chciałem się kształcić, ale było ciężko. Nie było internetu, youtube itd. Dopiąłem jednak swego, bowiem w antykwariacie znalazłem książkę „Trening sportowy. Teoria i praktyka” Zbigniewa Naglaka. Przeczytałem ją za jednym zamachem. Wszystko było w niej świetnie opisane i ja mnóstwo się dowiedziałem. Karate dopiero raczkowało, kickboxing powstał dopiero po paru latach, więc ćwiczenia „ściągało” się także z gier zespołowych, np. treningi gier zadaniowych w parach z siatkówki przełożyłem na sparingi zadaniowe.

Redakcja: Będąc studentem AWF został Pan Mistrzem Polski karate kyokushin w 1985 roku.
Jarosław Rogala: To było moje najważniejsze osiągnięcie. Także wywalczyłem 3 miejsce w Pucharze Polski i zdobyłem wicemistrzostwo kraju w 1984 i 1986 roku. Najbardziej cenny był ten wynik pucharowy. Mierzyłem 182 cm i ważyłem 82 kg, a w wadze ciężkiej mierzyłem się ze wszystkimi najlepszymi w kraju, zazwyczaj rywalami mającymi świetne warunki fizyczne. Stoczyłem wtedy 6 trudnych walk, pokazałem z bardzo dobrej strony i zostałem zauważony w środowisku. Ok. 40 i więcej lat temu w jednej wadze było po 30-40 zawodników na turnieju mistrzowskim. Wcześniej trzeba było przebijać się w swojej sekcji itd. Będąc na studiach, byłem pochłonięty nauką i sam sobie wmawiałem, że nie mam czasu na treningi. Zmotywował mnie sukces mojego trenera Krzysztofa Borowca, który wygrał Mistrzostwa Polski w Słupsku. Zacząłem wstawać wcześniej, chodziłem biegać do Lasku Bielańskiego, wróciłem na salę. Efekty w postaci dobrych wyników szybko się pojawiły. Niedługo później zająłem 2 miejsce w MP. Miałem przewagę np. w postaci taktyki, bo przecież byłem najmniejszy w wadze. Wybiegając trochę w przyszłość, z Ameryki kasety z nagraniami walk bokserskich przysyłał mi Marek Piotrowski. Wzorowałem się na idolu Muhammadzie Alim. A zatem do przygotowania kickboxerskiego/karate dołożyłem umiejętności pięściarskie.

Redakcja: W jakich okolicznościach poznał pan Marka Piotrowskiego?
Jarosław Rogala: Pamiętam, że będąc w ostatniej klasie liceum, przyjeżdżał na treningi z Dębego Wielkiego do Warszawy. Marek był szczuplutki, twarz dziecięca, ale przy tym niesamowicie chętny do treningów. Wziąłem go do pary i razem ćwiczyliśmy. Piotrowski jest młodszy ode mnie o 3 lata. Poza salą byliśmy kolegami, przyjaciółmi, a na sali treningowej obowiązywała hierarchia trener-zawodnik. Marek robił wszystko co mówiłem i do tego „plus jeden”. Jeśli miał przebiec 1000 metrów, to musiało być więcej, tak samo z wykonywanymi technikami. Współpracowaliśmy od 1983 do 1988 roku, tj. do czasu wyjazdu do USA.

Redakcja: Wspólnie ćwiczyliście kickboxing/karate i boks?
Jarosław Rogala: Zdawałem sobie sprawę, że poza technikami nożnymi ważne są umiejętności bokserskie, dlatego zapisałem się na specjalizację z pięściarstwa. Marek dawał sobie radę w boksie, więc zakładaliśmy rękawice i na owe czasy to było dzisiejsze K-1. Łączyliśmy kickboxing i karate, tzn. stosowaliśmy niskie kopnięcia, do tego kolana i ciosy pięściarskie. Trenowaliśmy boks metodycznie, rozpoczynając od uderzeń lewą ręką, potem kolejny ciosy itd. W 1985 roku, już w barwach założonego przeze mnie AZS AWF, obaj zostaliśmy Mistrzami Polski w karate. To było wielkie wydarzenie, gdyż – jak mawiano – Warszawa „poskładała” faworyzowany Kraków. Do tej pory znajomi przypominają tamtej turniej.

Redakcja: W tym samym 1985 roku pierwszym polskim Mistrzem Świata w kickboxingu został Piotr Siegoczyński, dziś prezes Polskiego Związku Kickboxingu.
Jarosław Rogala: Oficjalnie PZKB został założony w 1989 roku, ale już kilka lat wcześniej kilku zawodników, m.in. Piotr Siegoczyński i Marek Piotrowski, odniosło wielkie sukcesy. Formuła full contact w Polsce była niedozwolona, a walczono w semi i light contact. Marek jeździł też na Politechnikę na treningi kickboxingu prowadzone przez Andrzeja Palacza. Trener Palacz wziął go do kadry narodowej i w 1987 roku Marek Piotrowski został w Monachium Mistrzem Świata.

Redakcja: Pana wychowankami, poza Markiem Piotrowskim, byli także m.in. Paweł Rumas, Wojciech Wiertel i Piotr Bartnicki.
Jarosław Rogala: Mógłbym wymienić mnóstwo osób, z którymi pracowałem. Byli i bardzo zdolni, niesamowicie utalentowani, i niezwykle ciężko pracujący. Przez lata przez sekcję kickboxerską AZS AWF Warszawa przewinęło się mnóstwo osób. Cały czas działam, pomaga mi m.in. Wojtek Wiertel, ale też 2 razy w tygodniu jeżdżę do Skarżyska-Kamiennej, gdzie prowadzę treningi. W 2003 roku namówił mnie do powrotu do prowadzenia zajęć kickboxingu trener karate ze Skarżyska Zbigniew Zaborek. Po krótkim czasie intensywnego treningu, w 2006 roku w organizacji IKF w USA Brunon Sokołowski zdobył Mistrzostwo Świata w formule low kick. Oczywiście Brunon był doświadczonym zawodnikiem karate Kkyokushin.

Redakcja: Czym dla Pana jest kickboxing?
Jarosław Rogala: Cieszę się, że mogę brać udział w wychowaniu młodzieży poprzez sport, co nie jest łatwe. Zwracam bardzo uwagę na zachowanie, w mojej obecności nie można przeklinać. Jeśli ktoś chce się wyszumieć, niech to zrobi w ringu kickboxerskim i oficjalnej walce. Kickboxing to też walka z samym sobą, ze swoimi słabościami, przeciwnościami, stresem itd. Zawsze podkreślam, że jeśli nawet przegra się pojedynek, a dało się z siebie wszystko, co najlepsze, to trzeba być zadowolonym. Przyjąć werdykt do wiadomości i podziękować przeciwnikowi za rywalizację.
Dla mnie bardzo ważne było, że w 2020 roku udało się otworzyć specjalizację kickboxerską na AWF, dzięki pomocy wielu ludzi, i z PZKB, i uczelni. Usłyszałem takie zdanie: - To kiedy chcesz się zająć szkoleniem trenerów kickboxingu, jak nie teraz, kiedy masz 59 lat? I faktycznie to był dobry moment. Cieszę się również z sukcesów mojej córki Poli, 14-krotnej Mistrzyni Polski we wszystkich formułach ringowych juniorek i seniorek. Była również Wicemistrzynią Świata i Europy Juniorów w K-1, brązową medalistką MŚ Seniorów full contact. Jeszcze trenowała moja druga córka Weronika, 2-krotna Mistrzyni Polski K-1. Chciałbym wspomnieć też o Pauliny Saczuk, z którą pracuję już 10 lat. Jej osiągnięcia to złoto ME K-1 Juniorów, brąz MŚ K-1 Juniorów i brąz ME full contact seniorów. Dwukrotnie zdobyła Puchar Świata. A jeśli chodzi o ostatniej starty sekcji stołecznej, zdobyliśmy 7 medali, w tym 2 złote, na Europejskich Igrzyskach Akademickich w Łodzi.
WSPÓŁPRACA:
WAKO
WAKO EUROPE
Ministerstwo Sportu
Antydoping
Prawo Sportowe
Fundacja Mistrzom Sportu
SportAccord
IWGA
Fisu
Polski Komitet Olimpijski
18.Dywizja Zmechanizowana im. gen. broni Tadeusza Buka
Copyright 2014 - 2022 Polski Związek Kickboxingu
Created by: KREATORMARKI.PL